Juwenalia 2010 - Nysa - CO.IN

Recenzje

Prasa literacka: Łobuzerska sielskość M. Białoszewskiego

 

Mróz narasta. Świat sztywnieje. / s. 240

Nuda mrozu. Ciągle te same widoki. Dużo biało siwego i te same chodzenia. Pod nogami zamarznięte gile, kostropate. / s.314


Chamowo, Miron Białoszewski

To trafne zdania, zwłaszcza jeśli czyta się „Chamowo” Mirona Białoszewskiego przy mrozach aspirujących do -20 st. C. Obserwacje notowane przez pisarza i poetę w dzienniku prowadzonym przez rok (1975-76) po przeprowadzce do nowego mieszkania dają zimą dwie korzyści. Pierwsza dotyczy owej trafności w nazywaniu zjawisk, które towarzyszą nam za oknem, na przystanku, pod butem, w nosie. Druga korzyść to ta z przenosin, jakie funduje nam „Chamowo”, gdy Miron przeżywa lata, upały, bicze słoneczne i do domu znosi naręcza kwiatów, gałęzi, które nakłania do artystycznych kompozycji w zielonym wazonie.

 

Prasa literacka: Podróż do kresu przaśności

 

Pesymista, szyderca, kombinator, uciekinier, lekarz, myśliciel, podróżnik, desperat… Na określenie głównego bohatera książki „Podróż do kresu nocy” francuskiego pisarza Louisa-Ferdinanda Céline’a znalazłoby się jeszcze więcej, niekoniecznie pozytywnych, słów.

Podróż do kresu nocy, L.-F. Céline

 

Prasa literacka: Pisarskie początki V. Woolf

 

Gruba książka w twardej oprawie, utrzymana w kolorach sepii. Tak się sprzedaje pierwsze polskie wydanie książki Virginii Woolf „Podróż w świat”. Tonacja brązowo-wiktoriańska jak najbardziej odpowiednia w przypadku tej nie Woolf-owskiej powieści.

Kto nastawiał się na typową dobrą książkę wybitnej Angielki, poczuje się zawiedziony. Pomimo istnienia wielu znamion przyszłego stylu, książka ta – pierwsza w karierze literackiej Virginii Woolf – tytła się jeszcze w oczekiwaniach współżyjących i odczuwa się ją jako asekuracyjną: dwa kroki do przodu, krok do tyłu. Oto w czym rzecz:

 

Prasa literacka: Siła argumentowania Fallaci


 

„Siłę rozumu” Oriany Fallaci przeczytałam już ponad miesiąc temu. Mimo to wyrażenie opinii o książce słynnej włoskiej dziennikarki nadal sprawia mi pewną grudkowatą trudność. Z jednej strony książka robi na mnie wielkie wrażenie, z drugiej powoduje pojawienie się niepokoju.

Tym gorszy jest ten ostatni odruch, im bardziej zdaję sobie sprawę z tego, że Fallaci dysponując świetnym warsztatem, umyślnie do wzbudzenia tego niepokoju zmierzała. Od szacunku wobec autorki za jej zdolności retoryczne i stosowanie technik przykuwania uwagi niedaleko już do całkowitego zgodzenia się z wywrzaskiwanymi przez nią poglądami.

 

"Miasto i psy” Llosy vs Mikołajek


Świat opisany w książce „Miasto i psy” Mario Vargas Llosy przypomniał mi przygody Mikołajka wykreowanego 40 lat temu przez panów Sempe i Goscinny.

Wiadomo, że powaga sytuacji bohaterów Llosy, zamkniętych w internacie elitarnej szkoły kadetów, jest diametralnie różna od bawiących się w szkole francuskich małych chłopców. Jest jednak podobny absurd zachowań – absurd z punktu widzenia czytającej książkę kobiety – wszystkie te rywalizacje, duma, przepychanki, zemsty, przemoc, przechodzenie od słów do pięści, do których dochodzi w zamkniętym męskim gronie. Odizolowane środowiska męskie, niezależnie od wieku ich uczestników, mają powtarzalne cechy. Żaden chłopiec / mężczyzna nie przejdzie do porządku dziennego, jeśli się go obrazi. Bach, z pięści w nos, jeśli jest się bitnym małym Euzebiuszem, a jeśli jest się Jaguarem, to z byka w brzuch. Żaden chłopiec /mężczyzna nie może być gorszy od innych – musi wieść w czymś prym i basta, inaczej lekceważy się go i nim się pomiata. Ta sama specyficzna atmosfera jest w książkach o chłopcach / mężczyznach. O ile wśród małych chłopców kopiących piłkę jest sympatyczna i akceptowalna przymrużeniem oczu, o tyle dorastający młodzi mężczyźni są już groźni i tylko parę kroków i nieuwaga opiekunów dzieli ich od zostania mordercami. Podobnie w obu książkach jest opisywany ostracyzm wobec wzgardzanych, podobnie zawiązują się alianse i przyjaźnie. Zadziwiające, jak podobne są te książki tak przecież z zamierzenia różne: jedna zabawna, przeznaczona dla dzieci, bogato i pięknie ilustrowana, o małych Francuzach w krótkich portkach i podkolanówkach; druga o peruwiańskich, zbuntowanych młodzieńcach, którzy bliżsi są już swojego ostatecznego ukształtowania, ale wciąż mięccy są i podatni na wszelkie wpływy zewnętrza. O oczywistych skojarzeniach z chłopcami z „Władcy much” Williama Goldinga nawet nie wspominam. Rozwój myśli w kierunku wydartych mamom Mikołajków stających się wojowniczym plemieniem na bezludnej wyspie, by ewoluować w klimat napuchniętych, wrogich koszar jest aż nadto skwapliwa i podkładająca się.

W książce Llosy, któremu oby kiedyś też i Nobel spadł, bo chłop zasłużył, jeszcze jedno dokłada się do moich zdumień. Fakt, że tę grubą, dopracowaną i inteligentną książkę zaczął pisać Peruwianin w wieku 23 lat i skończył po upływie trzech. Różnorodne doświadczenia, które zebrał w trakcie nauki w podobnej do opisywanej szkole, bystra obserwacja i umysł doprowadziły do powstania książki, której nie powstydziłby się żaden dojrzały (dojrzały? Co to zresztą znaczy? Kiedy nim się zostaje?) pisarz, czterdziesto- i pięćdziesięciolatek. A niektórzy nawet po osiągnięciu tego wieku nie zdołali napisać równie dobrej powieści. Nieznane są drogi, którymi chodzi talent.

Mario Vargas Llosa, Miasto i psy (oryg. La ciudad y los perros)
Przełożył Kazimierz Piekarec
Wydawnictwo Znak, Kraków 2009


Joanna Janowicz jest autorką bloga "Poczytalnia"


 


Strona 1 z 2

Extreme Weekend

plakat_extreme4

Patronat Magla

http://magiel.net.pl/components/com_gk3_photoslide/thumbs_big/549836XIMWKBB_plakat_A2_offset.jpglink
http://magiel.net.pl/components/com_gk3_photoslide/thumbs_big/862250blues_jak_cobra_kopia.jpglink
http://magiel.net.pl/components/com_gk3_photoslide/thumbs_big/513916MT2010.jpglink
Big Band Blues jak Cobra MT 2010

Kontakt z redakcją

Jeżeli chcesz skontaktować z redakcją w celu pozyskania patronatu medialnego nad koncertem,wydarzeniem, płytą bądź publikacją pisz
na adres:
magiel@magiel.net.pl
z dopiskiem "Patronat Magla"

 

Redakcja


Holden Avenue

Kup Klub